Wiem, że umrę jeszcze ze sto razy i sto razy od nowa siebie poznam.

Pisałam kiedyś o uczuciach.

Dawno mnie tu nie było.

Przestałam.

Denerwowało mnie to co z tego pisania powstawało. Denerwowała mnie stagnacja. Miałam wrażenie jakbym pisała wciąż o tym samym, analizowała siebie – a mimo to była ślepa, z deficytem braku wyciągania wniosków. Byłam dla siebie żałosna i przygnębiająca zarazem. Bezsilna w sytuacji, a przede wszystkim patrząc w lustro. W oczu cierpiącej osoby, której pomóc nie mogę i której cierpienie jest moją zasługą.

Dziś miałam ochotę tu wrócić. I zdziwiłam się przyglądając się sobie, a raczej komuś kim byłam. Czytam słowa, które wystukałam i nie potrafię sobie ich przypomnieć. A uczucia – wydawało mi się, że to uczucia sprzed wieków…a nazwane były rok temu. Tak bardzo wszytko się zmieniło. Z takiej perspektywy to widać, z takiej perspektywy widać wszytko…

Nie żałuję tych słów. 

Widzę, że  milionowa łza, milionowy w duszy krzyk w końcu porusza ostatnią dźwignię na skraj emocji – która po prostu się kończy, albo zamienia w inną.

Chciałabym zobaczyć cię od środka…

Zdjąć z ciebie skórę, która zbyt często jest maską, odsłonić cię do kości i oglądać bez sekretów.

Twoje serce. W jakim tempie bije, kiedy próbujesz to ukryć? Nadwrażliwość, obojętność?

Twoje oczy. Marzę by schować się za nimi, aby spojrzeć na świat chociaż raz tak jak ty.

Chciałabym wniknąć do twego umysłu, poznać go doszczętnie…policzyć neurony i aktywność twą zmierzyć wybranych pól świadomości i nie. To co kryje się głęboko i to, o czym ty sam nie wiesz…

Mogłabym ci o tym śpiewać, głosem delikatnym i łagodnym. Nie ukrywałbyś się już, nie uciekał nie wiadomo gdzie.

Mógłbyś się śmiać, a ja wiedziałabym co mam robić. Nikt, tylko ja.

Może nie ucieknę?

Kradnę cię światu jak ty mnie kradniesz.

Kradnę cię w myślach, a ty naprawdę.

Kradnę z miłości, a ty?

Czyżby życie było zbyt brutalne na życie w nim bez twojej kontroli, a mojego ciągłego snu?

Pomyśl tylko, jacy jesteśmy do siebie podobni.

Stworzeni do innego świata, innych czasów i praw innych.

Trzeba ciągle się oszukiwać, oczy zamykać i kraść.

To w myślach, to barykadując drwi.

Tylko po co nam ta wolność bez siebie?

Pieprz mnie do nieprzytomności.

Do krwi, aż ujdą z nas wszelkie siły, aż zginie ostatni oddech, krew ostatnia odpłynie.

Wiem, że gdzieś w głębi tego pragniesz…

Zabić mnie, a ja pragnę cię rżnąć. Możemy to połączyć. Zdradzę ci pewien sekret skarbie. Marzę by przy tobie umrzeć, by umierać razem z tobą. Nikt nie będzie cierpień, nikt nie będzie sam. Spotkaliśmy się po to by być nieco, odrobinę mniej samotni, a jednak wciąż szaleni… Z każdym dniem coraz bardziej. Dajmy temu płynąć, wyzwólmy wszystkie odruchy, wszystko czego chcemy, naturalnie. Zapomnijmy o przeszkodach. Zagłębieni w szaleństwie, tonący. Nie moje, nie twoje, a nasze, piękne…

Zabijmy się swoją miłością.

Miłość niedorzeczna.

Zaufania brak, jakichkolwiek starań też – z jednej strony wygasły już dawno, druga właśnie się poddała. Znajomość siebie nawzajem? Z każdym miesiącem coraz mniejsza, po części przez bieg czasu, po trochu przez brak zainteresowania i oczywiście przez przeświadczenie, że „wszytko już wiem” obu stron. Pożądanie nieustanne – albo w chwilowych skrzyżowań spojrzeń (niechcący) między obiema stronami łóżka i przedziałkiem z obu kołder w nocnej, czarnej ciszy, albo w sytuacjach skrajnie obdartych z czegokolwiek co mogłoby kojarzyć się z czułością – bezmyślnego pieprzenia z szarpaniem i poniżaniem włącznie. Chyba dzięki temu jeszcze jakoś żyję. Na dodatek, żeby nie było za mało absurdalnie należy do tego wszystkiego dodać ogromne zaangażowanie w nieskończone myślenie, o tym, że to musi trwać.

A ja właśnie czytam „Efekt Lucyfera” i zastanawiam się czy w mniej ekstremalnych sytuacjach niż te opisane w książce również jest, taki a nie inny mechanizm. Czy przez środowisko bycia z kimś tak popieprzonym i kochaniem go sama staje się taka? Pomimo, że nie robi mi wielkiej krzywdy ja w myślach idę dalej… coraz częściej wyobrażam sobie znęcam się nad nim, a później go gwałcę.

Rysy, które prześladują…

Ostatnio coraz wyraźniej to widzę. Jestem niewolnikiem schematu, który sama sobie storzyłam zakochując się po raz pierwszy, kochając się i wiążąc „na zawsze”. Są dwa, w właściwie to.. może trzy – typy zarówno wyglądu, jak i charakteru. Typy, które nie są mi nigdy obojętne i zainteresowanie oraz wzrok zatrzymują na sobie na dłużej. Pewnie to nic takiego, pewnie to powszechne dość – ale ja dziwnie się z tym czuję. Świadomość, że mając przed sobą dwóch mężczyzn – nieważne, że jeden jest z zasady przystojniejszy od drugiego. Ważne, że ma coś co ja zawuważam, co być może nikt nie uważa za atrakcyjne, coś co sprawia, że patrze na niego, a drugi jest niedzialny i nieważne jakim człowiek jest…nieważne czy to nie straszne? i oktrutne? Odrażające jest czasem ta powierzchowność, a przez to, że ją zawuważam odrażająca jest jeszcze bardziej. Ale nie to jest najgorsze – tylko fakt, przekleta myśl, wspomnienie… pierwowzoru – powodu, przez który lubię to a nie tamto, myślę tak – czyli bezmyślnie, wszystko dlatego bo on miał tą cechę, bo on mówił takim tonem, bo on… bo on… Wolałabym tego nie wiedzieć, że wszystko czego pragnę jest tylko kopią. Kopią pierwszego chłopaka i kopią kolejnego – tego, który miał być ostatnim. Skoro straciłam jednego po to tylko, żeby potem go odnajdować w twarzach innych, może lepiej nie tracic drugiego? – już go szukam, jego lepszej wersji… ale jak kopia może być lepsza? I nie ważne, że teraz potrafię go nie znosić, przeklinać go i sobie obżydzać – ja i tak będe szukać TAKIEGO jak on.

Chciałabym nakazać sobie samej zmianę upodobań – jakie wszystko byłoby wtedy łatwe…

Facet normalny, małe marzenia, język za zębami, opanowanie, mniejsza wrażliwość, nudny seks bez emocji, wygląd – tak bardzo pozorna rzecz… jak bardzo chciałabym nie idealizować tylko dlatego, że „coś” jest „takie” – przecież to śmieszne…

Bądź silniejszy ode mnie.

Gdybym przestała być głową moją i twoją, a ty chociaż raz martwiłbyś się sam o siebie samego – i jeszcze nawet o mnie… Nie musiałabym czuć ciągłego napięcia, zbyt ciężkiej i wielkiej odpowiedzialności. Mogłabym wtedy wreszcie odetchnąć, zamknąć oczy i o niczym nie myśleć… Zatrzymać się, utonąć w bezkresnej błogości – pewności, że cokolwiek będzie – ty dasz sobie radę. Ja nie muszę nić… Jesteś ty i o wszystko, O WSZYSTKO zadbasz. Chociaż raz. Pozwól mi poczuć się bezpiecznie. Pozwól mi się nie martwić.

Bo najcięższa jest walka z samym sobą…

Każdy kto ma odrobinę rozumu i trochę już w życiu przeżył wie, że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie. Można mieć ewentualnie odrobinę szczęścia, które również można nazwać przypadkiem. Kiedy jednak spoglądałam na stojącego przede mną mężczyznę, klasyfikując jego rysy oraz inne specyficzne cechy (których chyba tylko ja szukałam w twarzach) jako te dla mnie idealne, oraz znając jego psychikę, fantazję i rozterki…zaczynałam mieć wątpliwości. Jak to możliwe, że ten najbardziej pociągający facet, mający w sobie wszystkie cechy, które tak cenię i wady – które wadami dla mnie nie są… jak to możliwe, że to przypadek? Wpadłam na genialną myśl, uspokajającą i sprawiającą, że wymykający się nagle świat poza moje rozumowanie przestał się na moment wymykać. Przecież w Internecie można pisać wszystko. Możesz być jaki chcesz – i może to nie mieć nic wspólnego z prawdą. On nie istnieje. Jest kimś kto wykreował się na TEGO. Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że przyglądamy się sobie odrobinę za długo. Muszę mieć zabawną minę, albo śmieszy go ta sytuacja bo na jego twarz wkrada się delikatny uśmiech, którego jednak nie mogłabym nazwać nieśmiałym. To zdecydowanie piekielnie seksowny uśmiech.

- Darujmy sobie kawę

No tak…a więc nogi mam już jak z waty, a on tylko się odezwał. Teraz zaczynam żałować, że nie rozmawialiśmy więcej przez telefon. Wpatrywałam się wciąż w niego jak głupia, ale wreszcie postanowiłam się odezwać, dbając o to, aby głos drżał jak najmniej.

- Dobrze

- Już wiem, że nie będę miał z tobą problemów.

Ruszyliśmy. Chyba nigdy nie byłam w równie dziwnej sytuacji. Idę za rękę jak z chłopakiem z facetem, którego widzę pierwszy raz w życiu. A mimo to czuję, że znam go lepiej niż kogokolwiek innego. Nie wiem czy to złudzenie, czy może przeczucie – które jednak od lat mnie nie zawodzi. Czułam się przy nim bezpiecznie.  Wiem, że zmierzamy do hotelu, samochodu czy innego ustronnego miejsca po to aby uprawiać seks. Nie jakiś tam zwykły seks. Mam zamiar dać mu się całkowicie zniewolić i nie czuje w tej chwili najmniejszego strachu. Tylko podniecenie.

- Kiedy napisałaś wczoraj, że chcesz się spotkać nie myślałem, że piszesz poważnie. Pomyślałem, że nie przyjdziesz, albo uciekniesz.

Spojrzał na mnie w taki sposób jakby chciał zakomunikować niewerbalnie „znam cię lepiej niż myślisz”

- A jednak tu jesteś. Postanowiłaś i nie ma odwrotu. Nawet jeśli będziesz się wahać – ja będę ci przypominać, że już za późno. Nie jest to trudne. Co powiedziałaś chłoptasiowi?

- Eee..że śpie u koleżanki. Mogę więc wrócić późno. Jest u niej impreza, więc nikogo nie obudzę wpadając późnym wieczorem albo w nocy.

- Żartujesz? Zostaniesz ze mną do rana. Mamy wystarczająco dużo czasu na nasz pierwszy raz. Na to liczyłem. A teraz stój. Chcę coś zobaczyć.

Stanęłam przed nim. Patrzyliśmy sobie w oczy trzymając się jednocześnie za obie ręce. Pozwoliłam sobie jeszcze raz dokładnie obejrzeć jego twarz. Podobało mu się to, za zaciekle studiowałam każdą zmarszczkę, linię szczeki, zarost… na jego twarzy pojawił się tak przepiękny sympatyczny uśmiech, że sama się zaśmiałam. Do tej pory pokazał mi tylko swoją jedną stronę, taką, której oczekiwałam w łóżku – teraz patrzyłam na człowieka, który mnie zafascynował swoją pogodą ducha i humorem. Niesamowite, że wszystko to mieściło się i współgrało w jednej osobie.

- Trochę się rozluźniłaś co? Muszę przyznać, że wyglądałaś na lekko zagubioną.

I znów piękny i ciepły uśmiech. Objął mnie i dodał.

- Nic się nie martw, dziś jest nasz dzień, dzień bez zmartwień.

Po czym ugryzł mnie w ucho na tyle mocno, że musiałam krzyknąć.

- Nie martwię się, to jakieś inne emocje, które ciężko mi teraz nazwać. Z resztą…znasz mnie. Jeśli chcesz abym więcej mówiła, będę. Co tylko chcesz. Jednak kocham całym sercem cię słuchać.

Najmądrzejszy, najbardziej pewny i zmysłowy człowiek na świece nie mógł odpowiedzieć nic innego jak:

- Wiem.

***

 

I tak właśnie siedzę na środku pokoju całkiem naga i czekam. Czuję wibrację w całym ciele i widzę je w moich nogach. Trzęse się a wraz ze mną wirują myśli. Czy to jest normalne? Czy tak powinno być? Może wcale się do tego nie nadaję, może jestem za wrażliwa na zdradę. Nie – wiem, że gdyby nie było GO i tak siedziałabym teraz tu, na ziemi i nie denerwowała się odrobinę mniej. Tu nie chodzi o to czy zdradzam czy nie, tu nie chodzi o mnie ani o chłopaka. Tylko o tego, na którego teraz czekam… czy gdybym miała zaraz pieprzyć się z jakimś innym facetem przeżywałabym to tak? Czy ja mogłam się zakochać? Zakochać wirtualnie? Zobaczyłam go dziś pierwszy raz, a czuje się jakby od zawsze był i na zawsze miał być dla mnie wszystkim. Usłyszałam jego kroki na schodach. Poczułam, że zaraz zwymiotuje i pobiegłam do łazienki, która na całe szczęście była połączona również z pokojem.

Wymiotowałam pełna wstydu zaistniałą sytuacją, ale to myśl, że go zawiodłam osłabiała mnie najbardziej. Myśl, że jestem tchórzem, że uciekam od swoich pragnień, że potrafię tylko narzekać, że kiedy przychodzi co do czego – wieje, że kiedy przychodzi co do czego zakochuje się…

Trzyma mnie mocno za włosy i czeka. Po wszystkim wyciera mi buzię i patrzy w moje mokre oczy. Wiem, że wyglądam żałośnie i że jestem żałosna. Ale w jego twarzy nie mogę doszukać się niczego co jeszcze bardziej mnie przeraża bo najwyraźniej nadeszła chwila na jakieś wyjaśnienia.

- Nie daję rady, przepraszam. Ubiorę się i pójdę już.

- Chyba cię pojebało. Nigdzie stąd nie pójdziesz.

To ył ton, którego jeszcze nie znałam. Był wściekły…

Wstałam lekko się chwiejąc i obierając kierunek drzwi. Zatrzasnął je z wielkim chukiem. Czułam moje serce w całym ciele, jakby podzieliło się na milion kawałków i powędrowało do całej przestani bo kiedy patrzyłam na jakikolwiek kawałek skóry pulsował szaleńczo. Co ja mam teraz zrobić? Miałam ochotę płakać. Nagle poczułam na szyi jego dłoń tak mocną i silną. Czułam, że mogłaby zmiażdżyć mi gardło. Trzymał mnie tak i ruszył wlekąc mnie za sobą jak lalkę. Stanęliśmy koło drzwi, przycisnął mi głowę do nich, a może nawet o nie uderzył moją głową.

- A teraz patrz.

Wyjął klucz z tylnej kiszeni spodni, przekręcił zamek, posłał mi uśmiech, który mógłby należeć do szatana i wyrzucił klucz przez okno.

***

Oczywiście to nie zdarzyło się naprawdę. To tylko myśl, I proszę o wyrozumiałość: ) Nigdy nie pisałam żadnych opowiadań.

Zakradnij się we mnie. Pozbaw mnie myśli. Weź sobie mnie.

Przyjdź do mnie. Pozbaw mnie wszelkich wahań i wstydu. Uwolnij mnie od lęku. Zawładnij mną, choć na chwilę. Posiądź mnie całą, po każdą żyłę, komórkę i myśl. Chcę czuć się twoja, całkowicie. Rób ze mną co chcesz – zgadzam się na wszystko. Możesz mnie związać, pobić i dusić, możesz mnie pociąć – to ciało i tak należy do ciebie. Możesz mnie gryźć aż do krwi. Chcesz? Mogę zgodzić się na inną. Jeśli to cię uszczęśliwi, ale przy tym być. Chcę widzieć zadowolenie na twojej twarzy, nawet jeśli nie będzie ono moją zasługą. Chce chociaż w małej części być twoją częścią. Daje ci siebie. Jestem gotowa na wszystko, tylko powiedz czego chcesz…

Przepraszam.

Teraz wiem jak się czujesz niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz to ja wybucham, a ty jesteś przerażony. I wiesz co? Wole się bać, niż mieć takie jak teraz wyrzuty sumienia.

Wszystko poszło nie tak, całe nasze życie – a świadomość, że nie będzie drugiego dobija jeszcze bardziej. Niektórych błędów nie da się naprawić. Nie wymarzemy sobie pamięci obydwoje. Już nigdy  nie będzie nas z przed lat, zagubionych i zakochanych dzieciaków. Czy potrafisz jeszcze na mnie spojrzeć jak dawniej? Na chwilę zapomnieć o tych latach, które z biegiem czasu stawały się coraz czarniejsze? Ja umiem tak na ciebie patrzeć, ale jest to takie trudne, jakbyby ten chłopak był moim wymysłem, a nie kimś kto naprawdę istniał. Mogłabym napisać, że cieżko uwierzyć w to, że tak się zmieniliśmy – ale bardziej pasuję wyrażenie – ciężko uwierzyć w to, że byliśmy kiedyś tak inni niż dziś.

Może wszystko byłoby inaczej gdybyśmy mieli pewność, że gdyby do pierwszego spotkania doszło dziś – i tak zakochalibyśmy się w sobie. Wiem, że tej pewności nie masz, dbam o to każdego dnia płacząc, marudząc i wybuchając jak ostatnio – w sumie sama nie wiem o co. Wiem, że mój tęskniący wzrok nie wystarczy, ani przepraszanie. Tylko jak to zrobić, jak wyzbyć się żalu do ciebie i do mnie? Nie wyszło nam. Może wystarczy to przyznać… ale tak mi wstyd kiedy o tym myślę. Przecież miało być na zawsze! I nie chodzi mi wcale o seks, to tylko element – w którym tkwi jakaś prawda o na, ale tylko element naszego życia. Nieszczęśliwego życia. Dawno nie pisałam – nie wiedziałam jak. Kiedy myślałam o tym, że znów nie wykrzesze z siebie z nic pozytywnego robiło mi słabo – ale takie jest to życie… Na chwilę dostajesz siłę i wrażenie, że możesz wszystko zmienić po to, aby za chwilę znów zostać z niczym. Kocham cię i co mam z tym zrobić? Nie umiem z tobą żyć, już nie wiem jak. Jest coś gorszego? – nie możesz uszczęśliwić człowieka, którego kochasz, ani on nie umie uszczęśliwić ciebie.

Chce pomóc ci uwierzyć w siebie, odnależć jakiś cel, odkryć zainteresowania. Chcę więcej nie narzekać na ciebie, ale pomóż mi w tym i ty. Chcę abyś się rozwijał, abyś był interesujący dla mnie i przede wszystkim dla siebie. Zajmijmy się sobą – a wtedy może znów się w sobie zakochamy. Tylko mi pozwól…  Ja ci pozwalam, pragnę tego, marzę o tym! – zajmij się sobą… Daj mi też tą wolność, nie szukać na każdym kroku kochanków, których nigdy nie było, zaufaj mi i daj mi się zmienić na lepszą osobę. Nie kontroluj mnie tak obsesyjnie, zaufaj mi. Pozwól nam się starać. 

A ja nie będe już krzyczeć ani płakać – a jeśli nie dam rady, pozwol mi wybuchać gdzie indziej, nie zagradzaj drzwi, nie chowaj butów. Ja wrócę lepsza skarbie. Przepraszam cię jeszcze raz…